niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 47

01.11.2013r, 18:00, dom.
Myślałam o tym co powiedziała mi Simone. Nie, to szaleństwo. Nie będę przed nikim kręcić tyłkiem. Poszłam wziąć kąpiel, dla relaksu włączyłam muzykę wlewając truskawkowy płyn do kąpieli w sam środek wanny. Wychodząc zauważyłam, że nie wzięłam z garderoby ubrań, owinęłam się więc ręcznikiem i wyszłam na korytarz. O mało co na zawał nie padłam zauważając w przejściu Reusa.
-Jezu!, nie strasz mnie! Nie słyszałam jak wszedłeś.
-Klopp kazał Ci to przekazać
- rzeknął Marco podając mi kopertę.
Zaczęłam otwierać jej zawartość czytając dokument. Wtedy kątem oka dostrzegłam jak blondyn mi się przygląda, zdałam sobie sprawę, że stoję w samym ręczniku sięgającym ledwie połowy ud.
-Chodź zrobię Ci herbaty, zimno jest.
Odwróciłam się do szafki by wyjąć saszetkę Lipton, poczułam wtedy pocałunek na ramieniu.
-Zosiu, tęsknię za Tobą-rzekł blondyn tuląc się do mnie.
-Wątpię- stwierdziłam szorstko.
Zostałam złapana w pasie i obrócona przodem do Marco. Złapał mnie za podbródek patrząc mi w oczy.
-Co jest?
-No Ty mi powiedz, jak było wczoraj na imprezie? Dobrze się bawiłeś?

-Jaka impreza, po prostu siedziałem z Mario przyszedł Piszczek i tyle.
-Akurat, uważaj bo uwierzę.
-Zosik, jesteś zazdrosna?
-Chyba żartujesz, puść mnie idę się ubrać.
-To nawet słodkie ale niepotrzebnie.
-Nie jestem zazdrosna.. Puszczaj!

Reus najwidoczniej nie miał zamiaru uwolnić mnie z uścisku.
-A może....-Marco zaczął poruszać brwiami.
-Głupek!
***

02.11.2013r, sypialnia, 9:00

Obudził mnie soczysty buziak w policzek, mruknęłam cichutko.
-Dzień dobry pani Reus.
-A skąd wiesz, że będę chciała Twoje nazwisko po ślubie?
-A nie?
-Zastanowię się.
-Żadne zastanowię. Brzmi pięknie i już.
-No dobrze panie Reus, która godzina?
-Po dziewiątej.
-Po której?!
- wyskoczyłam z łóżka jak poparzona.
-Co się stało?!- zdezorientowany blondyn patrzył jak na wariatkę.
-Mam egzamin, muszę lecieć. Trzymaj się.

***

02.11.2013r, uczelnia, 9:10

Cudem zdążyłam, ale tak biegłam, że spokojnie wyprzedziłabym całą formułę 1.
-Co Ty taka zdyszana?- zapytała jedna ze studentek.
-Nie pytaj, w której sali mamy egzamin?
-104A-
stwierdziła brunetka spoglądając na kartkę.
Gdy poszliśmy pod salę okazało się, że egzamin został przesunięty na następny tydzień. Wszyscy studenci z niezadowoleniem zaczęli narzekać, sama też nie byłam wniebowzięta. Mogłam sobie spokojnie jeszcze zostać w domu z moim przyszłym mężem. Jak to pięknie brzmi, prawda?
MARCO REUS- MÓJ PRZYSZŁY MĄŻ.
Nie tracąc czasu postanowiłam odwiedzić Piszczków, trafiłam idealnie. Ewa piekła ciasteczka, uwielbiałam Jej smakołyki. Co ja mówię- uwielbiam każde słodycze.
-Cześć Zosiu- drzwi otworzył mi Piszczu witając mnie miłym uściskiem
-A co tu się wyprawia?- zza rogu wyskoczyła Ewa z nożem w ręku.
-A to Ty...- uśmiechnęła się szeroko
-Kogo chciałaś zaatakować tym tasakiem?- dopytywał się Łukasz
-Ty się już lepiej dzisiaj nie udzielaj- stwierdziła Ewa. -Wiesz co On dziś zrobił? Chodź opowiem Ci.
-Dobra Wy sobie porozmawiajcie a ja pójdę do Sary
- oznajmił Piszczek.
-Tak, idź idź. Jesteś niepotrzebny- zwróciła się do męża.
-Też Cię kocham- przesyłając buziaczka w powietrzu Łukasz pomknął na górę.
-Jak Wy to robicie?- zapytałam brunetki.


******************************************
Taki owaki rozdział o!

<3

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 46

31.10.2013r, 14:00, dom
Po treningu pszczółek Marco od razu przywędrował do mojego domu, zjedliśmy razem obiad po czym rozsiedliśmy się przed telewizorem. Zaczęłam sporządzać moje notatki na uczelnię natomiast Reus oglądał jakiś program na MTV. Po wczorajszych wojażach strasznie bolała mnie noga więc podciągnęłam ją na łóżko aby nie obciążać jej zbytnio. Pech chciał, że nie miałam skarpetek i Marco zauważył coś czego nie powinien.
-Co to jest?- zapytał zirytowany
-Siniak- odparłam.
-Spadłaś znów z łóżka?
-Ta-ak- odwróciłam wzrok gdyż nie umiałam kłamać.

-Zośka?
-No co siniak jak siniak. Nieważne
Dokładnie w tym momencie Sim postanowiła nagrać się na sekretarkę.
"Kochana moja, powiedz co i jak po imprezie. Dobrze się czujesz? Wiesz trochę mi głupio, żę Ty z tymi kulami musiałaś skakać z tego okna. Jak odsłuchasz to oddzwoń"
Twoja ukochana Sim
W pierwszym momencie chciałam podbiegnąć do telefonu, aby wyłączyć automatyczną sekretarkę ale zdałam sobie sprawę, że nie zdążyłabym.
-Impreza? Przez okno?- Marco zaczął rzucać półsłowkami.
-Uspokój się przecież nic się nie stało.
-Mogłaś sobie złamać nogę, z kulami przez okno? Chciałaś się zabić?
-Marco skarbie nie przesadzaj.
-Chcesz tańczyć na wózku na swoim weselu?
-No przestań już. Nic mi nie jest.
Nastała krępująca cisza, nikt nie ośmielił się odezwać. Po pół godzinie miałam już dosyć.
-Marco?- zapytałam kładąc podbródek na ramieniu blondyna.
-Hmm??
-Zjadłabym coś.
-No to skocz do lodówki.
-Noga mnie boli.
-Skocz sobie jeszcze raz przez okno, powinno przejść.
-Reus!
Nagle blondynowi rozdzwonił się telefon więc odebrał.
-Yhmm...ok......no co Ty.....jasne, nie ma sprawy- taką pasjonującą rozmowę zdołałam usłyszeć. Potem Reus zaczął się ubierać.
-Wychodzisz?
-Tak, Goetze urządza męski wypad.

31.10.2013r, dom, 16:00
Marco się obraził. Na śmierć. No cóż, nie lubił gdy ktoś nie dba o swoje zdrowie a ja zdecydowanie przeholowałam. Nie miałam jednakowoż zamiaru spędzić sama wieczoru dlatego też zadzwoniłam do Simone. Przyjechała w błyskawicznym tempie, opowiedziałam Jej całą sytuację.
-Tak strasznie mi głupio, to przeze mnie.
-Hej mała, daj spokój. Skąd mogłaś wiedzieć, że ten klub to nie jest normalna miejscówka.
-Aż tak się wkurzył?- zapytała
-Kochana, delikatnie to za mało powiedziane. Wyczuwam ciche dni i do tego wyobraź sobie poszedł na jakiś męski wypad. Boję się, że wiesz alkohol, zrobi coś głupiego...
-Ejj słońce przecież sama mówiłaś, że to męski wypad. Przecież żadnych koleżanek tam nie będzie. Głowa do góry. Reus to mądry chłopczyk i świata poza Tobą nie widzi.
-Przesadzam prawda?
-Troszeczkę, weź się w garść. Gdzie jest ta Zośka, którą znam? 
-No co ja mam zrobić? Zmusić Go, żebyśmy się dogadali?
Simone zaczęła mi się bacznie przyglądać.
-Co się tak patrzysz?-zapytałam
-Obróć się- posłusznie wykonałam polecenie.
-No nie jest tak źle.
-Z czym?
-Kochanie po co masz ten tyłek? Żeby na nim siedzieć? Nie wydaje mi się.
-O co Ci chodzi?
-No wiesz...- Sim przeszła po salonie niczym po wybiegu mody, kręcąc tyłkiem we wszystkie strony.
-Oszalałaś- stwierdziłam.
*******************************************
Taki oto z opóźnieniem bo w niedzielę miał być ale nie miałam oczywiście czasu dodać:)

Kocham <3
Julita

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 45.

30.10.2013r, dom, 19:00

Dziś był dzień w którym wróciłam do domu, co prawda musiałam jeszcze chodzić o kulach ale lepsze to niż leżenie 24h w łóżku szpitalnym i wpatrywanie się w sufit. Ledwo co przekroczyłam próg domu już odwiedziła mnie niezawodna Simone:
-Już się stęskniłaś?- zapytałam dziewczynę.
-Widzę, że jesteś w formie, to dobrze. Ubieraj się, jest zimno na dworze.
-Jakie ubieraj? Nigdzie się nie wybieram.
-Idziesz ze mną na imprezę.
-Czy Ty masz wszystko dobrze z oczami? W takim stanie mam iść? Jeszcze tango może mam zacząć tańczyć?
-Nie marudź, chodź. Sama nie pójdę.
-Dlaczego ja muszę z Tobą wytrzymywać?


30.10.2013r, klub, 20:30

-Sim, jesteś pewna, że dobrze trafiłyśmy?
-No pewnie, nowy klub tu otworzyli.
-To dlaczego same kobiety tu są i ogólnie jakaś stypa?
-Panno Roztocka! Zaręczyła się pani niedawno!
-Oj Sim, wiesz o co mi chodzi.
-No masz rację, coś dziwnie tu.

Po chwili podeszły do Nas dwie blondynki.
-Pierwszy raz tutaj?- zapytała jedna z nich.
-Tak, a Wy?
-Też pierwszy.
-Długo się znacie?-
zapytała blondynka spoglądając na nas.
-My?- no już minie dwa miesiące.
-Dobra dosyć tego biadolenia- wtrąciła się Jej koleżanka -Zacznijmy już.
-Masz rację, strata czas- poparła Ją koleżanka.
Popatrzyłam na Simone nie wiedząc kompletnie o co chodzi.
-No to jak lubicie? Jak się dzielimy?
-Przepraszam ale czym mamy się dzielić?
- wtrąciła się Sim
-No Ty z Nią czy wolisz którąś z Nas?- rzekła blondynka pokazując na siebie.
Dopiero po chwili dotarło do mnie o co w tym wszystkim chodzi.
-Sim, mogę Cię na chwilę prosić?- pociągnęłam przyjaciółkę za rękaw w kąt sali.
-Ogarniasz to? Bo ja cienko. Jak przyjdzie Ci jakiś wspaniały pomysł do głowy to napisz sobie na czole, żebym Cię omijała szerokim łukiem.

-Oj no skąd mogłam wiedzieć, że to jakiś klub dla lesbijek. Powiedz mi lepiej co robimy!
-Uciekamy oknem albo tłumaczymy im sytuację.
-Okna otwarte?-
zapytała Sim.
-To był żart. Musimy z nimi porozmawiać.
-Popatrz na nie-
nakazała mi dziewczyna.
Wtedy spostrzegłam ubiór nowych koleżanek. No co jak co ale do kościoła bym się tak nie ubrała. Jedna, zaczęła malować usta błyszczykiem czerwonym niczym krew a druga usilnie starał się podciągnąć rajstopę.
-Dobra, okno. Idziemy do łazienki, tylko jestem ciekawa jak wyjdziemy skoro chodzę o kuli.
-Złapię Cię, chodź szybko zanim się zorientują
.
Pomysł był co najmniej szalony ale odwrotu nie było. Postanowiłam ukarać później moją przyjaciółkę. Tym razem musiałam uważać, żeby nogi nie złamać. O mało co tego nie uczyniłam lecz na szczęście miałam miękkie lądowanie, gdyż upadłam na Sim. Pozbierałyśmy się z chodnika i ruszyłyśmy w stronę domu. Nigdy więcej nie pozwalać Sim wybierać klubów. Zapamiętać raz na zawsze.

***

Padnięte dotarłyśmy do domu i od razu poszłyśmy spać. Zaskakujące. Najkrótsza impreza w moim życiu a najbardziej męcząca.
**************************************
Rozdział taki bardziej śmiechowy bo zaczęły się HOLIDAYS! Trzeba sie cieszyć!
Normalnie chyba przez tydzień z łóżka nie wstanę hahahah :D
Rozdział bez Marco bo przecież od faceta też trzeba odpocząć :D

Życzę Wam miłych szalonych wakacji!

Bez żadnych złamań, skręcen i jakichkolwiek wypadków.!
Oby Nam pogoda dopisała i wszystko było ok:)
A sobie zyczę weny hahahaha :)

<3

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 44


27.10.2013r, szpital, 9:00
-Jak to nie wiesz kim dla mnie jesteś?- zapytał Marco
-
Nie wiem, tyle razem przeżyliśmy. Nie ufasz mi, naprawdę tego nie rozumiem.
-Zaraz wracam-
stwierdził Reus po czym wybiegł ze szpitala.
No tak można się tego spodziewać. Uciekł, po prostu uciekł. To wszystko co było najpiękniejsze w moim życiu ale to koniec mojej bajki. Trzeba wrócić do normalności.
Do sali jak przeciąg wtargnęła Ewa a przed Nią Sara, która z trudem wczołgała się na łóżko.
-Matko do Ciebie, Zosik straciłam kondycję. Jak Ona może biegać to Ty nie masz pojęcia.
-Ceść ciocia
-Cześć maluszku. Daj buziaka mi tu szybko
- zaczęłam gilgać małą na co Ona pokładała się ze śmiechu.-Cocia psestań. Nie jestem już mała. Prawda mamo?
-
tata to powiedział, ze niedługo będę mogła glać mece z chłopakami i będę ftedy w telewizji!
-No skoro tata tak powiedział to na pewno to prawda.
-A co u Ciebie słońce?
- zapytała Ewa, która wciskając Sarze ciastko starała się choć na chwilę uciszyć małego potwora.-Dobrze. Jutro zaczynam rehabilitację.
-To świetnie. Im szybciej tym lepiej, nie martw się spójrz na Łukasza. Miał mieć tyle odpoczywać po tej ciężkiej operacji ale uwziął się i lada moment już ćwiczył na boisku.
-Tak, chyba zostanie moim mentorem.
-Cym?
- zapytała Sara -Tata jeśt piłkazem a nie men......coś tam.
-Saruś ile razy mam powtarzać, że nie podsłuchujemy i nie wtrącamy się jak dorośli rozmawiają?
-No już siedzę cicho.

Uśmiechnęłam się szeroko do małej, była taka słodka. Jeśli będę miała dziecko chciałabym aby było takie jak Sarcia. Urocza, słodka, wygadana, uśmiechnięta.
Posiedzenie rządu przerwał Marco, który wszedł do sali z bukietem kwiatów.
-To my już sobie pójdziemy, trzymaj się kochana- pożegnała się Piszczkowa ze swoją młodszą wersją.
-Napadłeś na kwiaciarnię?- zapytałam widząc tyle róż.
-
Zosia, jesteś dla mnie bardzo ważna.
-Reus, posłuchaj...
-Nie, poczekaj bo zaraz stracę odwagę i nic nie powiem. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy z tego co znaczysz dla mnie. Zawsze myślałem sobie, że jak nie ta to inna. Ale gdy uświadomiłem sobie, że mogę Cię stracić to się przeraziłem. Jesteś miłością mojego życia Zosiu i muszę o to zapytać.

Blondyn uklęknął koło mojego łóżka i rzekł:
-
Wiem, że to niezbyt romantyczne miejsce ale zostaniesz moją żoną?
-Nie sądzisz, że to za wcześnie? Mamy dopiero po 24 lata i te wydarzenia które...
-Które utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto walczyć a wiek nie ma znaczenia. Po co czekać, kocham Cię.
-Wiesz, że czasem mnie wnerwiasz? Ale nie umiem się długo na Ciebie gniewać i wiem, że też Cię kocham.
-Więc Zosiu odpowiesz mi na pytanie? Czy mam tak klęczeć do 40-stki aż mi kolana odpadną?
-Wstawaj głuptasie. Oczywiście, że tak
- po chwili na mym palcu zawitał pierścionek ze ślicznym
oczkiem.
Był przepiękny, taki jaki sobie wymarzyłam. Skromny ale gustowny.
-To teraz mogę Cię pocałować?- zapytał blondyn.
-
O nie, nie. Mój drogi. To dopiero po ślubie.
-Żartujesz prawda?
-Nie, lepiej się zastanów w co zamierzasz się wplątać.

********************************************************
:) Taki rozwój wydarzeń:)
Podoba się? ;)


<3 Ojjjj biedactwo!

środa, 18 czerwca 2014

Rozdzial 43.

26.10.2013r, szpital, 11:10

Obolała obudziłam się w szpitalu, podłączona pod kroplówkę nie mogłam ruszyć żadną częścią swojego ciała. W pierwszym momencie nie miałam pojęcia gdzie ja jestem. Wszędzie było biało, głośno i pachniało tym zapachem, którego tak nienawidzę.
-Obudziła się Pani- stwierdziła kobieta w białym fartuchu
-Co się stało?- zapytałam
-Był wypadek. Zawiadomić kogoś?
-Simone i Ewę Piszczek.

Nie pamiętałam nic z ostatnich wydarzeń, wiedziałam tylko że bardzo chce mi się spać. Moje powieki były bardzo ciężkie a ja nie zamierzałam z nimi walczyć. Oddałam się Morfeuszowi w opiekę.

26.10.2013r, 12:30

Gdy otworzyłam ponownie oczy ujrzałam to samo zjawisko co za pierwszym razem z małym jednym wyjątkiem. Simone wraz z Ewą były już przy mnie.
-Zosia, jak się czujesz?- zapytała jedna

-Wiesz jak się martwiłam?
-Nic mi nie jest.Chyba
- dodałam patrząc na siebie.
-Jak to się stało?- dopytywała się Ewa
-Nic nie pamiętam. Byłam u Reusa no i....
-No i pokłóciliście się tak?
-Nie, to nie tak.
-A jak?
- spokoju nie dawała Sim.
-Simmy przestań- Ewa postanowiła opanować sytuację -On wie o wypadku?
Spojrzałam na Piszczkową jakby co najmniej odkryła jakąś rzecz za którą otrzyma nagrodę Nobla.
-Nie- odparłam- I się nie dowie, jasne?
-Ale Zośka- wtrąciła się Sim
-Przestańcie. Nie potrzebuję litości. Nie chcę....- chciałam wyperswadować dziewczynom z głowy pomysł powiadomienia Reusa lecz zrobiło mi się duszno i ciemno przed oczami.

*Oczami Ewy*

-Zośka, Zośka. Obudź się. Sim leć po lekarza.
Doktor przybiegł w zadowalającym tempie przewożąc Zosie na inną salę. Nikt nie chciał nam powiedzieć co się dzieje. Po prostu rozmawiałyśmy i zemdlała.

***

Czekamy już pół godziny pod drzwiami. Bez żadnego odzewu. Nikt nie wchodzi. Oczekiwanie jest najgorsze. Czekasz, czekasz i tak naprawdę nie wiesz za czym. Po chwili lekarze zaczęli wychodzić z sali, podbiegłyśmy więc razem z Sim by dowiedzieć się co z Roztocką.
-Panie dr. Dlaczego Ona zemdlała? Wszystko w porządku?
-Spokojnie to normalne po wypadku. Organizm musi się zregenerować. Doznał szoku.
-Ale będzie z Nią dobrze?
-Tak, wszystko wróci do normy. Najgorsze mamy już za sobą, czeka ją rehabilitacja ale wróci do sprawności.
-Gdzie ona teraz jest?
-W pooperacyjnej.Teraz śpi. Proszę Jej nie zamęczać. Musi wypocząć.
-Oczywiście. Dziękuję panie doktorze.
-Myślisz o tym co ja?
- zadałam pytanie Simone.
-Zadzwonić do Niego?
-Tak. Nie ma innej opcji. Nie wiem o co im poszło ale musi wiedzieć co z Zośką.


27.10.2013r, szpital, 9:00

-Co tu robisz?!- podniosłam głowę z wielkim trudem by oprzeć się na łokciach.
-Ostrożnie- stwierdził blondyn.
-Daj sobie spokój, po co tu przyszłeś się pytam. Jako ostatnia zdzira nie powinnam Cię obchodzić, prawda?
-Sim do mnie zadzwoniła. Powiedziała co się stało.
-Mówiłam Jej, ze ma trzymać buzię na kłódkę.
-Nie zamierzałaś mi powiedzieć?
-Ja Tobie? Oczywiście, że nie. Jesteś pieprzonym egoistycznym dupkiem, myślisz tylko o sobie. Uwierzyłeś Lewemu...Nie mnie. Do jasnej cholery, myślałeś o mnie jak o dziwce! I jeszcze miałam może do Ciebie zadzwonić?-"Halo Marco? Najgorsza szmata pod słońcem miała wypadek i leży w szpitalu. Jak chcesz to mnie odwiedź. Możesz kupić czekoladki.
-Zosia....
-Przestań Marco. Robisz z siebie ofiarę.....Nie patrz tak na mnie. Ten cały wypadek to nie Twoja wina. Nie poczuwaj się do odpowiedzialności, nie wiem po co Sim do Ciebie zadzwoniła. Nie potrzebuję sztucznej troski.
-Sztucznej troski?-
powtórzył Reus. - Nie pomyślałaś, że się martwiłem? Niedawno byliśmy najszczęśliwszą parą pod słońcem!
-Właśnie...Niedawno. Przeszłość. Ty mi nie ufasz, w takim razie o wszystko nie ma sensu.
-Zrozum mnie gdyby Ewa albo Sim wywinęły Ci taki numer jak Robert...
-O nie....na pewno by czegoś takiego nie zrobiły, bo to straszne świństwo jest.
-Zośka wiem. Ale do niedawna też tak myślałem o lewym. Nigdy bym nie pomyślał, że coś takiego wywinie.
-Marco, staram się zrozumieć ale potrzebuję czasu. Nie wiem kim dla Cb jestem, nic już nie wiem.

***********************************************
Przepraszam , przepraszam!
Tragiczny ten rozdział wiem. Ale już nie mam siły Go poprawiać nawet.
Nienawidzę końca roku w szkole.
Gorszy kataklizm niż w środku roku!
Zapraszam na 2 bloga------->http://kochac-nie-znaczy-miec.blogspot.com/
Pozdrawiam
Julita ♥

czwartek, 12 czerwca 2014

Rozdział 42

23.10.2014r, SIP, 13:00

W ciągu ostatnich kilku dni wszystko wróciło do normy, zamieszkałam znów u siebie. Z mamą wszystko było dobrze a Robert wydawać by się mogło uspokoił się.Właściwie od ostatniego feralnego incydentu nie komunikował się ze mną. Nie wiem co Mu wtedy do głowy strzeliło. Mam nadzieję, że to jakaś chwila słabości, tęsknota za Anią posunęła Go do tych czynów. Dzisiaj pierwszy dzień jak wróciłam do pracy. Cieszyłam się ileż w końcu można siedzieć w domu nic nie robiąc i to z nadopiekuńczym Reusem. W głowę można dostać od samego myślenia.
Czar prysł. Lewandowski jednak nie zamierzał dać mi spokoju, podszedł do mnie od tyłu i znów poczułam się niezręcznie. Gdy przejechał wierzchem dłoni po mojej ręce złapał mnie dreszcz. Wiedziałam, że coś wykombinuje znowu. Polacy sa skłonni do tego, że łatwo nie odpuszczają, tylo nie rozumiałam dlaczego On to robi. Marco jest Jego przyjacielem, tu już nie chodzi o mnie ale przyjaźń jest najważniejsza prawda?
-Co Ty wyprawiasz?- zapytałam odsuwajac się od bruneta. Bałam się, że ktoś może Nas zauważyć, niby nic złego nie robię ale dwuznacznie to wszystko wygląda.
-To co dawno powinienem. Traciłem czas na niepotrzebne kobiety.
-Lewy nie możemy, Ty nie możesz a ja nie chcę. Pomyślałeś o Marco? Przecież to Twój przyjaciel. Proszę Cię zapomnijmy o tym incydencie raz na zawsze ok?

Lewy był nieugięty, nie dopuszczał do siebie myśli, zę coś może nie pójść po Jego myśli. Stwierdził, że to wszystko zabrnęło za daleko i nie może przestać. Ale nie rozumiałam ani jednego słowa wypowiadanego z Jego ust. Co niby miało zabrnąć za daleko? To, że się do mnie dobierał? To, że nie chciałam Mu dać tego czego oczekiwał?
-Co się tak wydzieracie?- nagle przed Nami wyrósł Marco patrząc to na moją osobę to na Roberta.
-No dalej powiedz Mu- wypalił nagle brunet na co zarówno Marco jak i ja spojrzeliśmy marszcząc brwi na Polaka. Wiedziałam, że to się źle skończy, po prostu czułam to. Bałam się do czego ten facet jest jeszcze zdolny. Niby nic na mnie nie miał ale się bałam.
Stałam jak wryta nie wiedząc co robić, przecież nic nie zrobiłam.
-Dobra, ja to powiem. Nie można już dłużej tego ukrywać. Spaliśmy ze sobą.
-Co?!
- krzyknęłam równocześnie z Marco.
-To prawda?- zapytał mnie Reus zdziwiony tą całą sytuacją. Sama byłam w szoku, nie myślałam że brunet do czegoś takiego sie posunie. Jest w stanie poświęcić swoją przyjźń, żeby zniszczyć mój związek? Przecież doskonale wie, że nie będę z Nim. W co On gra?
-Oczywiście, że nie- odparłam

-Zosia już po wszystkim, przyznaj się- wtrącił Lewy bezczelnie za co dostał w mordę od Reus'a.
-Nie kłam. Przynajmniej tyle- powiedział do mnie blondyn odchodząc.
Ja po prostu stałam jak słup soli. Znów się pokłóciliśmy lecz tym razem nie widzę nadzieji. Po prostu zwaliło mnie z nóg. Paranoja.

24.10.2013r, dom, 14:00



Do Reusa nie trafiały żadne argumenty. Zakodował w swojej glowie, że Go zdradziłam i koniec. Nie miałam pojęcia co robić, zmusić Lewandowskiego do wyjawienia prawdy? Nie! Nie chcę mieć z tym człowiekiem nic wspólnego. Z każdym dniem byłam coraz bardziej załamana, blondyn nie chciał nawet na mnie spojrzeć o rozmowie już nie było mowy. Co ja mialam robić? Rozumiałam blondyna, że się zdenerwował, był zszokowany. Wiem doskonale, że to stwierdzenie wypowiedziane z ust Lewego zawładnęło Nim na wskroś. Ale myślalam, że Mu przejdzie, przemyśli sobie i wróci. Przecież zna mnie doskonale, nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła. Już na pewno nie z Jego najlepszym przyjacielem. Nie jestem taką zimną, wyrachowaną suką. Z moich oczy ponownie pociekły łzy? Czyżbym się przeliczyła? Czy tylko ja kochałam Go taką czystą bezinteresowną miłością? On jest w stanie uwierzyć w każde kłamstwo wypowiedziane w moim kierunku? Może tylko czekał na taka sytuację, żęby się oddalić...

*OCZAMI MARCO*

Wszystko straciło sens, Lewy i Zosia?. Nie, nawet na myśl by mi to nie przyszło. A jednak. Codziennie muszę ich oglądać, to mi nie pomaga. Kompletnie nie spodziewałem się, że mój przyjaciel wytnie mi taki numer z moją własną dziewczyną. Wszystko ale nie to.

25.10.2013r, SIP, 13:00

Minęły już dwa dni jak nie rozmawiam z Reusem, właściwie to nie mam ochoty na rozmowę z nikim. Ale gdy na Niego patrzę to czuję, że muszę Mu wszystko wyjaśnić. Pomimo mojej złości na Niego musiałam po prostu to wszystko wyjaśnić. Jeżeli nie zrobię teraz tego to będę żalować tego do końca życia. Taka już jestem, każdą sprawę muszę doprowadzić do końca.
-Marco, porozmawiamy?
-To nie jest dobry pomysł.
-Proszę wysłuchaj mnie.

Zamilkł więc postanowiłam wyrzucić wszystko z siebie.
-Nie zdradziłabym Cię. Nie pocałowałam Go nawet, nie pomyślałam o tym ani przez jedną chwilę.
-Przestan, proszę Cię. Notorycznie kłamiesz, tylko nie wiem po co-
cały gniew wylewał się z Niego na wierzch. Tylko do cholery dlaczego na mnie się wyżywa? Nic nie zrobiłam, to nie moja wina, że ma takich popieprzonych przyjaciół.
-Marco nie. To nie może tak się skończyć. Musisz mi uwierzyć. Nic złego nie zrobiłam.
-Sam to sobie wymyślił?
-Tak! Nie wiem co Mu odbiło, poczuł się samotny. Naprawdę nie zrobiłabym tego, za mocno Cię kocham Reus.
-Przespałaś się z Nim, teraz chcesz całą winę zwalić na Lewego, bo Anka Go zostawiła. Nie sądziłem, że jesteś taka....

Tego już było za wiele. On Go jeszcze bronił, był skłonny zwyzywać mnie od najgorszych. Mnie! Osobę której przez ostatnie dni mówił jak bardzo Ją KOCHA.
-Jaka? No proszę dokończ już, chętnie posłucham....
-Jak możesz?! Wiesz co chyba naprawdę nie mamy o czym rozmawiać. Skoro tak bardzo Mu wierzysz to powodzenia na dalszej drodze życia i wiesz co pierdol się!

Odeszłam, wsiadłam do auta i zaryczana jechałam przed siebie. Nie patrzyłam na to, że sygnalizator wyświetlał czerwone światło. Zobaczyłam tylko oślepiające neon. By wyhamować było już za późno.
************************************************
Cześć słoneczka :*
Wczoraj za mocno, że tak się wyrażę zjarałam się na słońcu. Nie mogłam spać a w przypływie weny wyskrobałam taki rozdział.
Spodziewałyście się? Czy może myślałyście, że Robert sobie odpuści?.
Rozdział nie do końca powala ale dodałam :)
Zapraszam na mojego drugiego bloga---->http://kochac-nie-znaczy-miec.blogspot.com/
Pozdrawiam,
Julita ♥

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 41

19.10.2013r, u Reusa, 14:10
Nigdy nie myślałam, że odpoczywanie może być takie męczące. Zwłaszcza jeśli non stop na głowie siedział mi Reus i postawił sobie za cel, że Broń Boże mogłabym coś robić. Ja rozumiem, że zemdlałam i zachowałam się wprost niedopowiedzialnie ale czułam się jak w więzieniu. Nawet jak szłam do łazienki to musiałam to oznajmiać blondynowi, bo uważał że coś kombinuję.
-Marco błagam Cię, już dłużej tego nie wytrzymam- zaczęłam
-Ale o co chodzi?
-Już trzeci dzień tu siedzę bezczynnie. Wstaję, włączam telewizor, potem wracasz z treningu i nadal nic nie robimy. Ile można!
- oznajmiałam chłopakowi do którego żadne argumenty nie dochodziły. Najlepiej zamknąć mnie jak ptaszka w klatce.
-Skarbie nie możesz się nadwyrężać. Nie pamiętasz, że zemdlałaś ostatnio?
-Pamiętam no ale weź,pozwól mi jechać do domu. Proszę, proszę, proszę-
złożyłam ręce jak do modlitwy i zrobiłam słodkie oczka jak kot ze Shreka.
-Nie ma mowy!- oznajmił Reus nie zwracając uwagę na to jak bardzo mi zależy choć na chwilę wyjść z tego domu.
-Marco, no proszę, chociaż ploty z dziewczynami, błagam bo zwariuję.
-Okey, zaproś je. Nie ma problemu
.
Może i On nie widział problemu ale ja widziałam ogromny. Nie chciałam ich zaprosić, ja chciałam sama Je odwiedzić. Chociaż na krótką chwilę móc porobić coś samodzielnie bez natrętnego Reusa nad głową.
-Ale ja chcę sama do nich iść
-Zosia! Skończyłem dyskusję ewentualnie możemy pójść na spacer. Krótki podkreślam!
-Nie mogę sama?
-Nie przeginaj! Wiem co kombinujesz!
-No dobrze już, chodźmy
- stwierdziłam ubierając kurtkę.

***
Jak na połowę października jesień była dość ciepła, ludzie powychodzili podobnie jak My z domów by pospacerować po jeszcze ciepłym powietrzu. Szliśmy takim tip topem, że wolniej się chyba nie dało. No ale o czym ja marzyłam.Spacerując uliczkami Dortmundu zauważyłam ludzi, którzy krzątają się przy słupie ogłoszeniowym.
-Chodź, zobaczymy co się dzieje- zagadnęłam do Marco
-"KONKURS TALENTÓW"- czytał głośno blondyn.
-Dobra, idźmy dalej- oznajmiłam ciągnąc Reusa za rękaw.
-Czekaj, czekaj. Słyszałaś co przed chwilą przeczytałem?
-Tak, doskonale. Uszy mam jeszcze zdrowe
- odparłam.
-I nic z tym nie zrobisz?
-Z czym? Z moim uchem?
-Zabawne, naprawdę. Mówię o konkursie.
-No chyba nie sądzisz, że w tym czymś wystąpię.
-No dlaczego, przecież...
-Marco! Dopiero co zaczęłam studiować. Mam Ci przypomnieć co to był za stres dla mnie wystąpić przed trzy osobową komisją? A co dopiero tutaj.
-Ale poczekaj. Oni tu chcą tekst swojej piosenki na piśmie. Nie musisz nic śpiewać
- stwierdził Reus.
-Posłuchaj, nawet jeśli się dostanę to i tak później będę musiała przed kimś zaśpiewać a to dla mnie za wcześnie rozumiesz? Jestem początkującym amatorem a tam na pewno będą już ludzie, którzy mają doświadczenie, po prostu chcą się wybić.
-Zośka, masz swoje utwory przecież...

Blondyn starał się mnie namówić na udział w konkursie ale mi nawet się to nie śniło, chyba bym umarła ze wstydu jakbym miała wystąpić. Na samą myśl o tzw. X factorze aż mnie ciary przechodziły wyobrażając siebie przed tyloma ludźmi. Jeszcze by im się nie spodobało i zaczęli by buczeć albo rzucać jakimiś rzeczami na scenę. Wtedy to kompletnie bym się załamała i zamknęła w sobie. Już widzę te okładki gazet: " Zosia Roztocka- dziewczyna sławnego Marco Reusa jest beznadziejna. Ma słuch jakby Jej słoń na ucho nadepnął i niepotrzebnie pcha się do showbiznesu". O nie, nie choćby nie wiem co nie wejdę w to nigdy.
-Marco. Przestań, idziemy dalej.
Przemierzając dalej nie był to koniec atrakcji na dziś. Reus kątem oka zauważył Roberta.
-Lewy! Co za niespodzianka, znów się spotykamy. Coś za często- zażartował blondyn.
-Robert ratuj! Nie wytrzymuję już z Nim- stwierdziłam robiąc wielkie oczy.
-Bardzo śmieszne. O Lewy skoro już jesteś to mógłbyś ją chwilę przypilnować? Zaraz wracam- nie oczekując na odpowiedź moja miłość pobiegła gdzieś przed siebie.
Nie wiem co Mu się tak nagle stało, że musiał pobiegnąć nawet nie wiem gdzie. Ale to był Reus, On miał tysiąc pomysłów na minutę.
-Dziwne- stwierdziłam -Ale nieważne mów co tam u Ciebie. Byłeś ostatnio u Nas ale prawie nic nie mówiłeś, stało się coś?
-Szkoda gadać-
powiedział Lewy spuszczając wzrok do ziemi.
-No teraz to mów. Coś z Anką?
-Rozstaliśmy się jakiś czas temu. Nie żałuję tylko brakuje mi kogoś.

Zrobiło mi się  żal bruneta, Ania wydawała się miłą i skromną osobą a z Robertem pasowali do siebie idealnie. Jeszcze niedawno planowali ślub a teraz rozstanie? Szkoda mi Go, nie wygląda najlepiej.
-Rozumiem, nie martw się znajdziesz kogoś. Nie szukaj na siłę, to najgorsze co może być. Ja z Marco poznaliśmy się w dość nietypowych okolicznościach- na samą myśl jak dostałam od blondyna z piłki w tyłek uśmiechnęłam się szeroko.
-Reus, to ma szczęście- rzekł Lewandowski spoglądając się dziwnie w moje oczy.

Nie ukrywam, że wyglądało to dość dwuznacznie, jakby ktoś patrzył z boku mogłoby Mu się zdawać, że jesteśmy na pierwszej randce a chłopak właśnie wyznał mi miłość. Speszyłam się nieco, bo to był najlepszy zaraz po Mario kumpel Marco a On z takimi tekstami mi tu wyjeżdża. Rozumiem, że czuję się samotnie ale takimi sposobami niczego nie ugra.
-Przestań, bo sobie coś pomyślę- zażartowałam.
-A może ja chcę, żebyś coś sobie pomyślała?- zapytał łapiąc mnie za nadgarstek.
Przestraszyłam się autentycznie, nigdy wcześniej się tak nie zachowywał. Był dość natarczywy trzymając moje dłonie w uścisku. Na szczęście z odsieczą przybiegł Marco.
-Już jestem- stwierdził
-To ja już będę szedł do domu- oznajmił Robert
-Cześć- odrzekliśmy chórem i poszliśmy w swoją stronę.
Całą pierwotną drogę Reus o czymś nawijał a ja tylko przytakiwałam. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Czy naprawdę Robertowi już odbiło? Przecież to nonsens, wie, że kocham Marco. Mój towarzysz chyba się zorientował, że Go nie słucham bo zapytał:
-Mogę ogolić Ci głowę na łyso?
-Oczywiście-
odpowiedziałam zamyślona kompletnie nie słuchając blondyna.
-Zośka! Nie słuchasz mnie.
-Przepraszam-
stwierdziłam -Chodźmy do domu.
**************************************************
Cześć Wam:**

Ohohoho kto wyczuwa kłopoty a kto myśli, że Robert da sobie spokój?
Odpowiadajcie w komentarzach :)


Och!!! Tęsknie za tym duetem ♥
A teraz słońce wyszło wiec Julita idzie się opalać!

No i zapraszam oczywiście na mojego drugiego bloga o Marco------>http://kochac-nie-znaczy-miec.blogspot.com/